Wybierz Stronę

3 lata temu, kiedy do Mongolii przyjechał Papież Franciszek, zwrócił się do wiernych (i nie tylko) słowami „niech przeminą mroczne chmury wojny, niech zostaną zmiecione przez zdecydowaną wolę powszechnego braterstwa, w którym napięcia są rozwiązywane na podstawie spotkania i dialogu”. Niestety od wizyty Ojca Świętego, w Mongolii, pod względem sytuacji Kościoła, niewiele się zmieniło, a misja katolicka, wciąż jest bardzo trudna. Podobnie i w innych krajach regionu, jak Chiny czy Korea. Kościół w Mongolii, a w tym także Salezjanie, starają się jednak pracować w oparciu o dialog i dążyć do zacierania granic. Tych międzyreligijnych, kulturowych i narodowych, aby tworzyć nową wspólnotę braterstwa. Dobrym przykładem takich działań, jest ostatni Korean Camp w Darchan.

Salezjanie w Darchan, poza oratorium, wpierają przede wszystkim działalność edukacyjną. Prowadzą centrum edukacyjne, w którym lokalna młodzież uczy się trzech, najbardziej kluczowych, z ich perspektywy, języków obcych. Są to angielski, chiński i koreański. Każdy z tych języków jest dla lokalnej społeczności niezwykle ważny. Państwo Środka jest jednym z dwóch sąsiadów Mongolii i najważniejszym graczem, w polityce i gospodarce regionu. Korea to coraz ważniejszy partner, który istotnie inwestuje w Mongolię. Wiele projektów tworzonych przez misjonarzy w Mongolii nie byłoby możliwych, gdyby nie wsparcie finansowe z kraju, który będzie gospodarzem przyszłorocznych Światowych Dni Młodzieży. O istotności języka angielskiego, chyba nikogo nie mogę przekonywać. Nie mam jednak wątpliwości, że to kultura koreańska, odgrywa największą rolę w tutejszej misji, spośród wszystkich kultur spoza granic Mongolii. Wielu misjonarzy to Koreańczycy. W samej tylko naszej wspólnocie jest ich dwóch. Ksiądz Paolo i brat Moses. Widać to również po naszej kuchni, w której bardzo rzadko goszczą mongolskie potrawy i można ją nazwać ogólnie azjatycką, choć z dużą przewagą właśnie koreańskich potraw. Sam jednak wprowadzam tu drobne zróżnicowanie, gdyż udało mi się zaproponować kilka potraw naszej, rodzimej kuchni, z których najbardziej dumny jestem z zeszłotygodniowych gołąbków.

Ostatni tydzień, w Darchan upłynął pod znakiem półkolonii mongolsko-koreańskiej współorganizowanej, przez Дон Боско шинэ уе (Don Bosco – nowe pokolenie) z Darchan i centrum Dream z Seulu. W wydarzeniu wzięło udział 16 uczniów z Mongolii i 16 z Korei Południowej. Warto przy tym podkreślić, że bardzo nieliczni uczestnicy półkolonii są katolikami. Z samej Korei było ich bodajże dwóch (poza samymi towarzyszącymi im Salezjanami), spośród Mongołów nie znam nawet liczby i nie wykluczam, że nie było żadnego. W jednym i drugim kraju Salezjanie muszą być bardzo ostrożni w kwestiach religijnych. Nasz ośrodek w Darchan nosi imię „Don Bosco”, ale ledwo może prowadzić jakąkolwiek działalność religijną. Ksiądz Mario wspominał nawet, że powyżej wspomnianej wizycie apostolskiej przez co najmniej kwartał, nie mógł odprawiać Mszy Świętej w kościele. Koreańska organizacja, która była zaangażowana w wydarzenie, nie nosi nawet nazwy „Don Bosco”. Choć odpowiadają za jej działania Salezjanie, to jest w pełni finansowana i kontrolowana przez koreański rząd, w efekcie czego musi być pozbawiona wszelkich konotacji religijnych.

Koreańczycy dotarli do Darchan już w poniedziałek, późnym popołudniem. Sama półkolonia rozpoczęła się z samego rana we wtorek. Dzień rozpoczął się od zajęć integracyjnych, ale i od zapoznawania się z kulturą. Kluczowym punktem tych pierwszych zajęć, był koncert zaproszonego przez księdza Paolo muzyka. Wykonał on tradycyjną muzykę mongolską. Tego dnia, odbył się również „tutoring”, w którym uczestnicy z Korei pomagali kolegom i koleżankom z Mongolii, w poszerzaniu swoich kompetencji językowych. Dzień zakończyliśmy wyjazdem na piknik, poza Darchan, dzięki czemu mogliśmy nacieszyć się pięknem mongolskiego krajobrazu. 

Następne dni musieliśmy dostosować do warunków pogodowych. Wiele aktywności planowaliśmy na zewnątrz, a niestety tydzień ten zapowiadał się na niezwykle deszczowy. Dzięki Bogu, wszystko udało się jednak pięknie zorganizować. Aktywności były bardzo różne. Bardzo ważnym punktem programu było malowanie ogrodzeń. Głównej bramy do placówki i metalowych okratowań dookoła boisk. Takie półkolonie odbywają się od wielu lat. Uczestnicy co roku się angażują w tego typu prace. Rok wcześniej malowali mury. Brali też udział grach ruchowych czy miniturnieju piłkarskim. Koreańczycy przygotowali również kreatywne zajęcia, w ramach zajęć kulturowych. W ich ramach robiliśmy własnoręcznie albumy fotograficzne czy malowaliśmy półkolonijne koszulki. Pomysł na zorganizowanie takiego Summer Campu przyszedł wiele lat temu księdzu-misjonarzowi z Korei, który był jednym z pierwszych Salezjanów w Darchan. 

Trzynaście lat temu, w jednym z nich uczestniczył w nim brat Seung-Wook Kim SDB, który przyleciał również w tym roku, już jako przedstawiciel społeczności salezjańskiej w Seulu. W czasie swojego słówka do uczestników, tłumaczył im, jak ważny jest program monitoringu w czasie campu. Monitoring ten działał na prostej zasadzie. Każdy z uczestników z Korei miał przypisanego uczestnika z Mongolii. Dzięki temu uczestnicy mieli się lepiej zintegrować i wzajemnie sobą zajmować. Ostatniego dnia półkolonii, po podsumowaniach i „koncercie” kulturowym, w czasie którego uczestnicy prezentowali tańce, monitoring znów wyszedł na dalszy plan. Tym razem, w oparciu wzajemną wymianę podarków między monitorującymi się Koreańczykami i Mongołami. Był to wzruszający moment, pełen łez radości i uścisków. Widać było, że każdy podarek wynikał z serca i był pięknym sposobem na prezentację kultury swoich narodów i sposobu na pozostawienie po sobie osobistej pamiątki. 

Takie wydarzenia, jak te mają ogromne znaczenie, dają młodzieży szansę na kontakt ze światem. Młodym Mongołom, dały szansę na doszlifowanie języka, który może okazać się niezbędny w ich przyszłości. Jest to jeszcze ważniejsze w przypadku dwóch narodów, które są tak bardzo zamknięte na świat zewnętrzny, aby przełamać pewien impas. Choć dla Kościoła w obu krajach, działalność ewangelizacyjna wciąż jest trudna i niesie ze sobą wiele problemów, to wierzę, że będzie przynosi coraz lepsze owoce, choćby dzięki takim, skromnym inicjatywom. 

Piotr