Świety Jan Paweł II miał powiedzieć, że „z rzeczy nieważnych, piłka nożna jest najważniejsza”. Te słowa mogłyby być mottem salezjańskiego oratorium w Darchan, w którym gra w piłkę stanowi centrum aktywności. A jednak, to nie piłka nożna, grała w ostatnich dniach pierwsze skrzypce, w sportowym krajobrazie Mongolii i to nawet pomimo, trwającego w Ameryce Południowej, Mundialu.
Jeszcze w Ułan Bator, Salezjanie „ostrzegali” mnie, że w Darchan futbol stanowi niezwykle ważną część codzienności, do czego ja będę się musiał dostosować. Bardzo trudno tego nie zauważyć. Misjonarze, nie bez przyczyny, wybudowali tu dwa boiska do piłki nożnej. Jedno dla starszych i jedno dla młodszych dzieci. Tak, aby te młodsze też mogły grać bez narażenie się na kontuzje, ze strony często ostro grających, starszych kolegów. Młodzież przychodzi grać w piłkę codziennie. Jeżeli oratorium nie działa, to kierują się na inne boiska w mieście. Boisko nie jest oczywiście jedynym, co oratorium oferuje. Poza tym znajdują się tu huśtawki i inne obiekty w ramach placu zabaw, zewnętrzną siłownię i salkę, w której zagrać można w gry stołowe, piłkarzyki, minibillarda czy w szachy. Wkrótce, bo w tym tygodniu, powstanie też nowe boisko do siatkówki i koszykówki.
Trzeciego dnia mojej obecności w Darchan, w całej Mongolii, rozpoczęło się największe mongolskie Święto w ciągu całego roku, Naadam. Jest to wydarzenie kulturowo-sportowe, uroczyste świętowanie kultury i tożsamości mongolskiej. Główną część obchodów stanowią zawody zapaśnicze, jeździeckie i strzeleckie. Biorą w nich udział zarówno dzieci, jak i dorośli zawodnicy. Odbywają się w różnych miejscach w Mongolii. Przed przyjazdem myślałem, że wydarzenie to ma miejsce tylko w stolicy. Okazało się, że się myliłem. Ksiądz Mario, zabrał kleryka Simona i mnie do centrum Darchan, abyśmy mogli doświadczyć mongolskiej kultury i obejrzeć właśnie Naadam. Odbyła się tam prezentacja zawodników i uroczyste otwarcie. Wiele osób przyszło tam w tradycyjnych strojach. Na arenie odbyły się również pokazy artystyczne. Poza tym dookoła areny znalazły się typowo festynowe namioty, które znamy również z Polski oraz gery (jurty mongolskie) w których można było zjeść lub skorzystać z atrakcji. Sami zapoznaliśmy się na przykład z tradycyjną mongolską grą polegającą na strzelaniu, przy użyciu palca, płaską kostką z poroża renifera do niewielkich kostek ułożonych na drewnianej skrzyni. Nie było jednak samych zawodów, bo te, szczególnie jeździeckie i strzeleckie, odbywają się poza miastem, aby zapewnić zawodnikom odpowiednio dużo miejsca, którego na niewielkim stadionie w Darchan by zabrakło. W związku z tym, nie miałem też okazji zobaczyć żadnych zawodów na własne oczy, a sam Naadam dobiegł już końca.
Naadam ma wpływ na życie naszej społeczności i ogólnie miast mongolskich. W tym czasie wiele dzieciaków uczestniczy w świętowaniu. Wielu Mongołów opuszcza na ten czas miasta, w których pracuje i wyjeżdża do rodzinnych wiosek. Wiem również, że niektrózy chłopcy z Carin Center z Ułan Bator, którzy mają rodziców, a zostali porzuceni ze względu na ich wejście w nowe małżeństwa, na czas Naadamu zostaje odebrane przez rodziców i po Naadamie wrócą pod opiekę księży. Dla Salezjanów w Darchan głownym skutkiem Święta jest brak pracowników w placówce. Nie oznacza to jednak, że w oratorium nie ma dzieci i młodzieży. Wiele dzieciaków zostało w Darchan i odwiedzało nas codziennie. Z niektórymi znam się już całkiem dobrze, bo regularnie gramy w piłkę, a w przypadku młodszych poprzez zwykłe, dzięcięce zabawy, zaczepki, zbijanie piątek czy korzystanie z huśtawki. Muszę się tu jednak przyznać, że nie znam ich imion. Wynika to z dwóch czynników. Pierwszym jest duża liczba dzieci. Drugim ich język, który wpływa na wymowę. Wymowa mongolska różni się od polskiej dużym wpływem głosek gardłowych i wypowiadaniu słów przez zęby. Język nie stanowi jednak żadnej przeszkody we wspólnej zabawie.
Przez ten nieco ponad tydzień zdążyłem poznać również samo Darchan, ktore według relacji Salezjanów dzieli się na Stare i Nowe. To stare charakteryzują typowe, sześcienne budynki na modłę bloku wschodniego i przywodzące na myśl zdjęcia z lat osiemdziesiątych. W Nowym, tworzy się nowoczesna infrastruktura, za którą stoją koreańczycy i do której dostęp mają tylko najbogatsi. Korzystając ostatnio z niedzielnego rozluźnienia, postanowiłem poznać okolicę nieco lepiej i udałem się na spacer. W całym Darchan było bardzo mało ludzi. Księża mówili mi później, że normalnie, jest ich znacznie więcej. Zgodnie z poradą księdza Paolo, przeszedłem się w stronę wiaduktu kolejowego, a następnie przez niego przeszedłem. W ten sposób znalazłem się po drugiej stronie torów. Tam zobaczyłem miasto z zupełnie innej strony. Po lewej stronie ciągnął się step, na którym stała samotna jurta i pasło się stado krów. Po prawej zaś znalazła się zupełnie inna zabudowa miejska. Niewielkie działki, a na nich jeszcze mniejsze domki, często z blachy i drewna. Poogradzane, w dużej mierze drewnianym płotem. Co ciekawe, w tej części miasta, koło tej niewielkiej zabudowy, stoją również niewielkie jurty. Tam też spotkać można chodzące samopas konie. Taki obrazek nie jest w tym kraju zupełnie niczym dziwnym.
W tej części miasta widać już zupełnie inne oblicze Mongolii. Pozornie patrząc na centrum miast czy punkty turystyczne w kraju, może się wydawać, że jest tu już naprawdę dobrze. Ba, ktoś mógłby nawet podważać taką misję, przez porównania do uboższych krajów, jak Sudan Południowy, Liberia czy Sierra Leone. To jednak pozór. Pomijając już fakt, że wg różych statystyk w Mongolii wciąż żyje od 600 tysięcy do około miliona nomadów, nawet ci, którzy już się osiedlili, często żyją w warunkach, niewiele odbiegajacych od koczownictwa.
Kolejnym ważnym aspektem są dzieci. Najczęściej pojawiającym się wątkiem, o ktorym mówią nie tylko Salezjanie, ale o którym słyszałem też od sióstr Matki Teresy z Kalkuty, jest wpływ mongolskich rozwodów na dzieci. Tutaj po rozstaniu, dzieci najczęściej są porzucane, aby nie były przeszkodą po zawarciu nowego małżeństwa. Dzieci takie skazywane są na łaskę i niełaskę otaczającego je świata. Stają się niczyje. Ksiądz Paolo, z Korei, uzupełnił to również swoim świadectwem. Mówił mi, że mimo pozornego rozwoju Mongolii, murowanych domów, dostępu do szkół, dzieci często mają bardzo niewiele. Dla takiego dziecka, cukierek mógłby być bardzo ważnym skarbem. Kiedy więc dziecko daje takiego cukierka nam, to jest to wyraz ogromnej miłości, wdzięczności i szacunku. Tym bardziej pousza mnie, że taki gest spotkał mnie już w pierwszych dniach pobytu.
Ubóstwo to mogłem zobaczyć również we wtorek. Tego dnia rano, dowiedzieliśmy się, że zmarł jeden z parafian. Ks. Mario zabrał mnie ze sobą, abyśmy odwiedzili rodzinę zmarłego i wspólnie się pomodlili. Na miejscu stał malutki dom. Jak się okazało, był to właściwie jednoizbowy budyneczek z jedynie prowizorycznie oddzielonym salonem od kuchni, tak, że łatwo było uznać, że jest to jedno pomieszczenie, którego ścian zamiast farby, kafelków czy tapety, pokrywała jakaś forma linoleum. Dodatkowo w części salonowej powieszono na ścianach dywany naścienne, z których na dwóch znalazły się wizerunki Chyngis Chana. Ciekawie uzupełniało się z podwieszonymi na nich wizerunkami świętymi. Dla powiększenia powierzchni, do domku dodano drwanianą dobudówkę, przypominającą szopkę z dachem krytym blachą, do których wstawiono dwie wersalki. Następnego dnia, po stypie, kleryk Simon wytłumaczył, że tak niewielka powierzchnia, to celowy zabieg, aby zimą łatwiej dało się ogrzać taki dom mniejszym kosztem. Trzeba pamiętać, że zimą, temperatura w Mongolii spada nawet do minus czterdziestu stopni. Właśnie dlatego domki te są niewiele większe od stojacych obok jurt. Oglądając ten dom i przypominając sobie działki, które widziałem w niedzielę, obraz życia wielu Mongołów zaczął się klarować. Tym bardziej, że te domy są przynajmniej blisko dużego miasta, a przejżdżając przez Mongolię widziałem, kilka małych skupisk takich domków i jurt, rozsianych po stepach i pagórkach.
To jednak nie ubóstwo materialne, jest w Mongolii największym problemem, a brak rodzicielskiego ciepła wobec dzieci, brak poczucia stabilności, alkoholizm i bezrobocie wśród mongolskich mężczyzn i nierównomiernie rozłożone aspekty odpwoiedzialności społecznej w rodzinach. W środę, po ośmiu dniach, Naadam się kończy. W nadchodzących dniach rozpocznie się miedzy innymi budowa boisk siatkarskich i koszykarskich, a w ostatnim tygodniu koreański obóz językowy. Mam więc nadzieję, że będzie to czas, który w sercach tych najmłodszych, zasieje ziarnko nadziei, na lepszą przyszłość.
Piotr















