Wybierz Stronę

Święty Paweł, w liście do Rzymian, pisał „Darzcie się nawzajem serdeczną, braterską miłością. Wyprzedzajcie się w okazywaniu szacunku.”. Dziś, już po paru tygodniach, mogę powiedzieć, że Mongolia przyjęła mnie bardzo dobrze. Gościnność i braterska życzliwość stała się też głównym motywem, minionego tygodnia w naszej wspólnocie.

W tym tygodniu, przez nasz dom wspólnotowy przeszło wiele osób. W czwartek, do wspólnoty przyjechał ksiądz Paul, misjonarz z Hongkongu, który pracuje w Mongolii od wielu lat, a w weekend został nowym dyrektorem wspólnoty. Pracował zresztą w Darchan, gdy ta placówka powstawałą i po wielu latach powrócił. Wraz z nim, dołączył do nas kleryk Mose z Korei. W podróży towarzyszyli też ksiądz Timothy, delegat inspektorii, misjonarz z Korei i dyrektor wspólnoty w Ułan Bator oraz brat Andrew, misjonarz Wietnamu, który był kierowcą współbraci. Brat Andrew powrócił jednak do wspólnoty jeszcze tego samego dnia, po obiedzie. W związku z tym, przy obiednim stole było nieco tłoczniej niż zazwyczaj i z dotychczasowych czterech osób (a tuż przed moim przyjazdem trzech) zrobiło się osiem. W sobotę, podczas Mszy Świętej, ksiądz Paolo przejął oficjalnie obowiązki przełożonego wspólnoty. Tego samego dnia, po mszy, na śniadaniu, towarzyszyły nam dwie siostry z Chin i ksiądz z Kongo, którzy odwiedzają obecnie Mongolię. Jakby tego było mało, w niedzielę, po porannej mszy, aż do późnego wieczora towarzyszył nam Buddy, wolontariusz ze Stanów Zjednoczonych. Przedstawiciel plemenia Nawaho, który wieczorem jechał w inną część Mongolii pomagać w tamtejszej półkolonii dla lokalnej młodzieży. Ksiądz Timothy wrócił do stolicy jeszcze w weekend, a ksiądz Paul udał się na dwa miesiace do Hong Kongu, więc już do końca mojej misji się nie spotkamy.
Tydzień roboczy rozpoczął się, jak w wielu miejscach na całym świecie, finałem Mistrzostw Świata. Nasza wspólnota, również nie mogła przegapić tego wydarzenia i to pomimo faktu, że w Mongolii, w momencie, gdy zabrzmiał pierwszy gwizdek, była trzecia w nocy. Tak więc, gdy polscy kibice oglądali zachodzące słońce z każdą minuta meczu, tak w Mongolii z każdą minuta robiło się coraz jaśniej, a po ostatnim gwizdku, kraj budził się do życia. Mecz oglądaliśmy w towarzystwie chłopaków z oratorium.
W przyszłym tygodniu, od poniedziałku, rozpoczyna się półkolonia koreańska, dlatego ten tydzień w dużej mierze upłynął nam na przygotowaniach. Te zaczęły się już w czwartek, tydzień wcześniej. Tego dnia wysprzątaliśmy „Day Care”, w którym odbędzie się półkolonia. Znieśliśmy i umyliśmy materace. W poniedziałek po południu spotkaliśmy się z mongolską młodzieżą, która weźmie udział w pólkolonii. Ksiądz Paolo przedstawił im zarys półkolonii i pokazał film z zeszłorocznej. Na sam koniec, młodzież podzielona na dwie grupy, zabrała się do przygotowań tradycyjnych tańców, które zaprezntują ostatniego dnia Campu. Poza tym, razem z księdzem Mario, zajęliśmy się porządkowaniem zieleni. Zaczęło się od pielenia upraw pod „Day Care”, poza tym potrzebne było koszenie, przycinanie gałązek i ogólne grabienie. Poza tym, w czasie półkolonii, w ramach wolontariatu uczestnicy odmalują ogrodzenia na oratoryjnych boiskach. Dlatego rozpoczęliśmy zdzieranie rdzy. Poza tym ksiądz Paolo przygotował plan półkolonii i przydzielił nam obowiązki na przyszły tydzień.
W tym samym czasie, rozpoczęła się długo oczekiwana budowa boisk do siatkówki i koszykówki, które pozytywnie wpłynął na atrakcyjność oratorium. W samym oratorium też nieco się działo. Chcąc zagospodarować zabawki i inne przybory przywiezione z Polski, ksiądz Paolo przekazał mi do dyspozycji pokój ze stołem do pingponga, który dotychczas był zamknięty. Obecnie pokoik ten każdego dnia funkcjonuje przez około godzinę, później albo dołączam do gry w piłkę albo organizuję dzieciom czas w głównej części oratorium, grając w Dobble, jengę czy inne dostępne gierki lub bawiąc się z piłką poza boiskami. W samej „mojej salce” najczęściej układamy puzzle, bawimy się przywiezionymi zabawkami czy rysujemy. Pozytywnie zaskoczył mnie odbiór zabawkowej wagi, która jest świetną pomocą przy nauce dodawania. Dzieci chętnie rozwiązywały przygotowane przeze mnie zadania i to pomimo bariery językowej.
Następny tydzień upłynie nam niemal w pełni pod kątem wymiany z koreańską młodzieżą. Nie mogę się doczekać tego doświadczenia i mam nadzieję, że mój wkład pozowli, aby było to jak najlepsze doświadczenie zarówno dla młodych Koreańczyków, jak i Mongołów.
Piotr