Właśnie opuściłam Dilla. Zakończył się mój drugi wolontariat misyjny w Etiopii. Jadę do Hawassa skąd następnie polecę do Addis Abeba i dalej do Warszawy. W Polsce będę za 24 godziny.
Jadę chłonąć ostatnie widoki etiopskich wiosek, pól, pięknej roślinności, zwierząt chodzących po drogach lub pasących się zaraz przy nich i ludzi zajętych swoimi codziennymi sprawami. Widzę dużo dzieci, które bawią się przy drodze, bądź pomagają w pracy przy domu bądź wcześniej wspomnianym wypasaniu zwierząt. Tak wyglądają ich wakacje.
Ostatnie dni były pełne emocji. Zakończenie oratorium, pożegnania z dziećmi, animatorkami, siostrami a także z pozostałymi wolontariuszkami, z którymi pracowałam przez ten miesiąc były ciężkie, ale konieczne. Wracam do Polski z poczuciem spełnienia. Spełnienia nie tyle moich ambicji czy planów. Czuję że spełniłam tu wolę Bożą. I to sprawia że wyjeżdżam z pokojem i wdzięcznością, nie ze smutkiem.
Miesiąc to jednoczenie mało i dużo. Z jednej strony czuję, że upłyną on bardzo szybko, z drugiej strony kiedy patrzę na to ile udało nam się zrobić to myślę sobie że niesamowite że to był tylko miesiąc.
Nachodzi mnie taka myśl, że nieważne ile czasu spędzimy na misji, czy jest to miesiąc, pół roku czy rok, zawsze zostawiamy w misji część swojego serca. I moje jest już zarówno w Dilla jak i w Adwa. W dwóch miastach etiopskich, tak różnych od siebie, ale w dwóch w których poznałam cudownych ludzi, w tym dzieci, które zasługują na dobre i bezpieczne życie.
Dlatego wracam do Polski z prośbą o modlitwę za oba z tych miejsc. Za pokój w Tigraju, w którym znów rozpoczyna się konflikt zbrojny i za Dilla, by Miłość Chrystusa zagościła w sercu każdego kogo tu poznałam.
Weronika




